vol. 4 >> poniedziałek, 23 marca 2009 12:03:40
Sam nie jestem pewny co się stało, jednak mogłem się domyślać, iż prawdopodobnie usnąłem nad książkami. Z początku było mi bardzo niewygodnie, z czego chwilę później czułem ciepło, miękkość i zanurzyłem się głębiej w słodkim śnie. Ten dzień mnie wykończył, więc mogłem się spodziewać, że właśnie tak to się skończy. Niestety tak jak piękne sny kończą się z nastaniem ranka, tak moją drzemkę zakłócił chichot.
Otworzyłem oczy ziewając i wpatrując się w dwa szare księżyce. Z początku przeszły mnie dreszcze, jednak w kilka chwil później zrozumiałem, iż był to tylko pochylający się nade mną Syriusz. Uśmiechnąłem się do niego i rozejrzałem. Byłem w pokoju na jego łóżku, wygodnie rozłożony w miękkiej, ciepłej pościeli. Rozkoszowałem się tym póki nie poczułem dziwnego niepokoju. Zrobiło mi się chłodno, a na twarz Blacka wstąpił pełen zadowolenia i dumy uśmiech. Jak dla mnie zbyt oczywisty. Coś wymyślił, a ja powoli to odkrywałem. Przeszły mnie chłodne, nieprzyjemne dreszcze, głowa była pusta, póki nie spojrzałem w dół. Leżałem nagi, związany i w dodatku wyeksponowany, jak dziecko po kąpieli. Kruczowłosy wydawał mi się cieszyć z tego, iż właśnie odkryłem tę, niby jego, tajemnicę.
- Co ty robisz? – mruknąłem mało z tego zadowolony. Pociągnąłem lekko za wiążące mnie wstążki, którymi unieruchomił mnie przytwierdzając do łóżka. Tak jak się spodziewałem postarał się bym nie wydostał się zbyt łatwo. Nie poczułem nawet malutkiej słabości w wiązaniu którym się posłużył. Byłem bezbronny jak wiele razy i przy nim i całkowicie zaskoczony. Nie spodziewałem się po nim czegoś takiego. W ogóle nie myślałem, że przyjdzie mu to do głowy gdy będę spał. Kląłem w myślach na specyfik Pottera. Byłem pewien, ze to właśnie on zafundował mi takie wrażenia.
- Pobawisz się ze mną, prawda? Zrobię ci dużo wspaniałych rzeczy, o patrz! – otworzył przede mną jakiś wolumin i pokazał rysunek przedstawiający scenę, kiedy to dwóch chłopaków dotyka się w specyficzny sposób, nie dający się pomylić z żadnym innym. To było przerażające, jako że ja byłem związany a Syriusz najwyraźniej bardzo napalony. – Będzie ci bardzo przyjemnie, zapewniam. Nie zrobię ci krzywdy, ale zadbam byś się nie nudził. Chciałbyś? Nie musisz odpowiadać – na jego twarzy pojawił się wielki, wesoły uśmiech.
- Oszalałeś… - westchnąłem znowu podejmując próbę wydostania się. Niestety tym razem chłopak związał mi ręce i nogi. Dobrze, ze chociaż nie zakneblował mi ust, jako że wtedy miałbym niemały problem. Nie podobało mi się tylko, ze krzycząc o pomoc pokazałbym się wybawicielowi, kimkolwiek by był, nagi. To wydawało mi się gorsze niż poddanie chłopakowi.
- A tu mamy coś cudownego i pomogę ci się wyluzować. Możesz zamknąć oczy – pogłaskał mnie po policzku, co było chyba ostatnim przejawem normalności w tej chwili. W duchu obiecywałem sobie, ze sam zabiję Jamesa jeśli nie zrobią tego inni. Dał mi się we znaki jak nigdy dotąd.
Syri wyjął z szafki swoje pióro, za którym nie przepadał, jednak teraz wydawał się do niego przywiązany. Pokazał mi je, sprawdził na swojej dłoni, czy działa tak jak sobie to zaplanował i przyłożył miękką, delikatną końcówkę do mojej pachy. Połaskotał, a ja rzuciłem się zagryzając wargę. Mógł dać sobie spokój, a jednak widocznie tym właśnie była przyjemność jaką mi obiecywał.
- Weź to już ze mnie… - mruknąłem przez zęby z wielkim trudem. Wcale nie było mi łatwo, wręcz przeciwnie. Może i byłem inny niż reszta, ale miałem łaskotki takie jak oni. Z resztą już kiedyś bawiliśmy się w to, chociaż wtedy nie byłem tak potwornie bezbronny.
Na twarzy Blacka pojawiał się co raz szatański uśmieszek, zaś za plecami merdał ogon zakończony niewielkim grotem. Chyba tylko cudem nie wyrosły mu rogi. Niestety nie mogłem zbyt długo skupiać się na tym wszystkim. Po chwili chłopak znowu zaczął mnie łaskotać. Tym razem sprawnie i konsekwentnie. Najpierw sunął miękkim piórkiem po mojej skórze na boku wyszukując odpowiednie punkty. Następnie powrócił na pachę i przeszedł na szyję. Już nie mogłem wytrzymać. Zacząłem rzucać się jak nigdy. Kręciłem się jak mogłem, podskakiwałem w miarę możliwości i usilnie chciałem albo odsunąć od siebie kruczowłosego, albo chociaż w jakiś sposób pozbyć się tego denerwującego, łaskoczącego puszka, jaki było pióro.
Zamknąłem oczy, jednak wcale nie przeszkodziło mi to płakać. Łzy same cisnęły mi się do oczu kiedy śmiałem się głośno. Łapałem oddech z wielkim trudem, niemal nie mogłem złapać tchu, a jednak raz po raz delikatna końcówka dotykała mojej skóry w równych miejscach, nawet na podbrzuszu, gdzie była chyba najczulsza. Nie mogłem zrobić dosłownie nic. Krzyczałem śmiejąc się, a jednak Syri nie przestawał. Nie mogłem zacisnąć nóg, nie mogłem się zwinąć w kłębek, nie mogłem dosłownie nic poza podrzucaniem biodrami na różne strony. Wciągałem brzuch by jakoś uciec, szarpałem rękoma i nogami, a Syriusz wydawał się dzięki temu mieć jeszcze lepszą zabawę.
- Uwielbiam na ciebie patrzeć – rzucił niesamowicie ucieszony. Chyba stanowiłem dla niego najlepszą możliwą rozrywkę. – Teraz wyglądasz bosko. Czerwony na twarzy, mokry i… Ach, sam nie wiem! Boski! Ideał jakich mało! – prychnąłem w odpowiedzi. Wcale nie czułem się wyjątkowy, kiedy to nagi musiałem w tak poniżający sposób unikać łaskotania. Nawet biegając po błoniach nie byłem tak strasznie zmęczony. Teraz mogłem wyłącznie dać sobie spokój z beznadziejnymi próbami ucieczki.
- Będę bardzo zły! – rzuciłem głośno łapiąc powietrze z trudem.
- Nie… - mruknął robiąc wielkie, maślane oczy, które teraz naprawdę wyglądały jak olbrzymie spodeczki. – Będę grzeczniejszy, obiecuję – zabrał pióro z mojego ciała i odłożył. Zamiast tego zaczął dotykać mnie dłońmi i całować po piersi. Moja twarz płonęła teraz z pewnością tak intensywną czerwienią, że pomylono by ją z dojrzałym jabłkiem.
- Puść mnie, proszę… - byłem wymęczony i zażenowany. Znowu obiecywałem sobie, iż zabiję Pottera kiedy tylko dorwę go w swoje ręce.
- No dobrze, już… - odwiązał mi najpierw nogi, a zaraz potem ręce. Szybko zasłoniłem nimi krocze by nie patrzył. Wyzywająco patrzyłem mu w oczy rozżalony, ale nie mogłem być zły na niego. Winą za to mogłem obarczać tylko i wyłącznie głupotę Jamesa. Gdyby nie on Syriusz nigdy nie zachowywał by się jak zwierzę. – A teraz przeproszę cię bardzo ładnie… - Black pochylił się i pocałował mnie. Cała wściekłość, o ile we mnie była, rozpłynęła się w powietrzu. Niestety Syri położył dłonie na moim kroczu chcąc odsłonić je. Nie pozwoliłem na to mocniej przyciskając swoje ręce do ciała. To było zbyt zawstydzające.
- Co ci przyszło do głowy? – mruknąłem z żalem.
- James coś o tym wspomniał, więc uznałem, że może być miło. On nadal wyje do drzwi. – ledwie wspomniał o nich, a ktoś zapukał. Zerwałem się gwałtownie i zacząłem ubierać. Black jęczał zawiedziony, ale podszedł do drzwi by je otworzyć. Uchylił je i wpatrywał się ze zmarszczonymi brwiami w osobę przed pokojem.
Zarzuciłem na siebie byle jaką koszulę i spodnie. Niestety trochę zbyt wielkie, ponieważ należały do Syriusza. Pachniały przyjemnie i były ciepłe. Całkowicie zapomniałem o tym co działo się chwilę wcześniej. To zapewne także było skutkiem feralnego specyfiku okularnika. Całkowicie odsunąłem od siebie myśli o tym co robił mi Syri. Byłem spokojny, chociaż obolały po śmiechu i gimnastyce jaką mi zapewnił.
Podszedłem do drzwi patrząc o co chodzi.

komentarze [3]

... >> piątek, 5 września 2008 19:43:47
Czas == znowu
komentarze [0]

... >> piątek, 18 lipica 2008 21:39:05
hioeh
komentarze [0]



*******
layout by Kirhan_san
...Avatar...

.feel the pain.
GG: 6211700




...Time...
2008
lipiec (1)
wrzesień (1)

2009
marzec (1)


...Links...


...Lovers...

...Team...

...Think...